niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 7

Oczywiście poszłam od razu w stronę parku. Tam szukałam dobrego dilera. Szwendałam się długo. W końcu znalazłam jakąś żywą istotę, znajomą mi z twarzy. Podeszłam i podałam ofertę. Nie był chętny nawet do negocjacji. Nie chciał mi nic sprzedać. Stwierdził, że już z tym skończył. AKURAT! Pewnie chce zachować to dla lepszych ofert. I co on myśli? Że daruję to sobie? Przeszukałam go wbrew jego woli. Nic nie miał. Poszukiwania trwały dalej.
Kilka godzin później znalazłam Nell. Nie była zbyt chętna do rozmowy.
-E! Co uciekasz? - zaczęłam niezbyt przyjaźnie.
-Ja? Nie.. Coś chcesz? - mówiła przestraszona.
-Ty, masz trochę? - pokazałam jej pustą torebkę. Ona zaprzeczyła.
-Skończyłam z tym. Skończyłam z imprezami! Tobie też to radzę. Nie widzisz co się z tobą stało?
-Zamknij się! - krzyczałam - Chcesz by ci się oberwało?!
-Nie mam nic!
-Dawaj kasę w takim razie.
-Nie..
-A teraz?! - pokazałam jej nóż. Tata dał mi go gdy miałam 14 lat. Wierzył, że nie zrobię nic głupiego. Miał mi służyć do obrony..
-Uspokój się! - i pobiegła. Ludzie się na mnie gapili jak na wariatkę. Może mieli rację? Nie mogę tak żyć. Chcę do domu. Do mamy, taty...
Rigby