Nastał ostatni dzień ferii zimowych. Za oknem paradowała spokojnie wiosna. Wstałam dzisiaj jak zwykle o 8.00 z niewielkim zapałem. W końcu spotkam się dzisiaj z osobą, której wolałabym nie widzieć. Zeszłam na dół, zrobiłam śniadanie dla mamy, Grinie i mnie. Monika zabrała później kobietę na Gdańską. Grinie już wyzdrowiała i uparła się by tam powrócić. Dom do wynajęcia jej już znalazłyśmy a od jutra zaczyna pracę. Wszystko szłoby po jak najlepszej myśli, gdyby nie Mike...
Dotarłam na umówione miejsce trochę wcześniej. On jednak już tam na mnie czekał.
-Cześć Meg! Jesteś. - przywitał się z uśmiechem.
-Tak, ja to nie ty. - wypomniałam mu.
-Meg... proszę... daj mi wytłumaczyć. - mówiąc to chciał złapać mnie za rękę. Ja się odsunęłam.
-Co chciałeś? - odparłam szorstko.
-Przepraszam...ja nie chciałem.
-Ale to zrobiłeś! Okłamałeś mnie i naszych przyjaciół! Widziałam ciebie! Grinie też! Byłeś przed galerią! Kłamca.
Chciałam odejść i nie mieć już z nim nic do czynienia. Mike mi na to nie pozwolił. Złapał mnie za rękę i...przytulił. Zdziwiłam się. Z oczu zaczęły spływać mi łzy. Problem w tym, że nie wiem, czy są to łzy szczęścia, czy smutku? Ludzie z kawiarni patrzyli się na nas. Wtedy Mike wyszeptał mi w ucho
Kocham cię. Rozpłakałam się jeszcze bardziej.
Ale...ale mnie okłamałeś... Odpowiedziałam.
Daj mi wytłumaczyć. Prosił.
Dobrze... tylko wyjdźmy stąd. Ludzie się na nas gapią.
Wyszliśmy. Chłopak zaprowadził mnie do parku. Usiedliśmy na ławce. Mój gniew nie przeminął. Wycierałam z twarzy łzy. On patrzył się na mnie. Powiedziałam mu szorstko, że może już mówić.
-Meg. Przepraszam. Nie chciałem byś się dowiedziała.
-No tak... bo kłamstwo się wyda. - przerwałam.
-To nie tak! Ta dziewczyna, z którą mnie widziałyście. To jest moja kuzynka. Pomagała mi z wyborem kwiatów. Nie jestem dobry w tych klockach.
-Nie trzeba było kłamać! - krzyknęłam. On doskonale wie, jak bardzo nienawidzę kłamców! Są inne metody!
Poszłam do domu. Miałam dość. Nie chcę go już widzieć! Szłam szybkim krokiem. Prawie biegłam. Po policzkach ciekły łzy. Wybrałam drogę na skróty, by przyjaciele z Gdańskiej mnie nie widzieli. Nie chcę ich zamartwiać. Dotarłam w końcu na miejsce. Mamy nie było. Grinie też. Trzasnęłam drzwiami. Mike czekał przed furtką. Widziałam go przez okno. Wzięłam kwiaty z kuchni, wyszłam i rzuciłam nimi w niego z krzykiem
Odejdź stąd! I nie wracaj! Zamknęłam furtkę, by nie wszedł na posesję. Poszłam do pokoju. Nie wiem co się dalej działo. Jak on tak może? Okłamał mnie, i jeszcze wmawia, że kocha? Gdyby kochał, to by nie kłamał. Tym bardziej, zę wie jak bardzo tego nie lubię!
Jak się podoba?
Jest już czat! Na próbę, ale jest! Może zostanie?
Regulamin również dodany! Zapraszam do przeczytania
Rigby :3