czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 5

Nastał ranek. Mimo niechęci poszłam do szkoły, ale pieszo. Nie chciałam spędzać ani trochę czasu  z rodzicami. Od dzisiaj ma być lepiej. Uszykowałam się, zjadłam po raz pierwszy w spokoju śniadanie. Poszłam.
Nie ma Toma. To dziwne. Z jego bandy jest tylko Mike. Minęły już dwie lekcje. Nie ma ich od początku. Coś jest nie tak. Spytam się Mike'a...
- Mike!
- Czego chcesz? - odpowiedział.
- Nic, chciałam się tylko spytać, czemu twoich kolesi nie ma? - powiedziałam głosem normalnym.
- To twoja wina tak?! Wiedziałem! Miałaś powód do zemsty, ale żeby coś takiego zrobić?! - zdenerwował się. W oczach miał łzy.
- Uspokój się. O co ci chodzi? Pytam się bo to dziwne, że ich nie ma.
- Nie udawaj!
- Wytłumaczysz w końcu o co chodzi? Zamiast mnie obwiniać?
- Co? Gazety nie czytałaś? Proszę! - i wręczył mi dzisiejszą gazetę. To co tam przeczytałam, zamurowało mnie...
,,(...) pięciu chłopców w wieku ok.16 lat miało wypadek. Do nieszczęścia doszło w nocy z 6 na 7 lutego. Wszystko wskazuje na to, że nastolatkowie przekroczyli prędkość jadąc samochodem ojca jednego z chłopców, Toma. Wypadli przez most do wody. Utonęli...''
- Mike... - zaczęłam ze spokojem - współczuję.
- Od zawsze ich nienawidziłaś... - obwiniał mnie.
- Ale ja nic nie zrobiłam. Nie życzę innym tego co mi niemiłe. Wierzysz mi?
- Eh.. w sumie to racja. Jakbyś miała to zrobić? Przecież to wypadek... ale nie mogę! Zostałem sam... - poszedł w stronę męskiej łazienki. Po jego twarzy spływały łzy.
Od dzisiaj miało być lepiej. Nie chciałam ich pozbyć się w taki sposób! Marzyłam tylko aby dali mi spokój. Dlaczego więc musieli umrzeć? Najwyraźniej to ich kara. Czemu aż tak surowa? Czemu Mike żyje? Nie, że coś do niego mam, ale on również mi dokuczał, nie mniej od reszty. Dlaczego więc on nie został ukarany? Kto mi odpowie? Eh.. Oby Bóg im wybaczył.
Przez następne lekcje każdy w klasie mówił tylko o nieszczęśliwym wypadku. Współczuję Mike'owi. Teraz on jest sam. Tak jak ja.
                                                              
                                                                        Troszkę smutniejszy :) 
                                                                                                  Rigby

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz