Zadzwonił budzik. Znowu musiałam iść do szkoły. Do miejsca po którym człowiek wyrasta na jeszcze głupszego. Może by się znowu zerwać? Nie... za dużo już opuściłam. Nie mogę...
Ubrałam się w jeansy, ciemną bluzę, a na głowie miałam długą czapkę w kolorach czerwieni, żółci i zieleni na dredy. Zeszłam niechętnie na dół. Jak zwykle panował w domu chaos. Rodzice śpieszą się do pracy. Muszą skończyć jakieś durne projekty. Gdzie by nie spojrzeć tam ich papiery.
- Cześć. - przywitałam się.
Milczą. Nie zauważyli mnie.
- Emm.. heej! Jestem już! - powiedziałam pół krzykiem.
- Ach, witaj słonko! Jak tam? Mam nadzieje, że dzisiaj nie uciekniesz ze szkoły? - powiedziała z początku delikatnie matka.
- Nie... - odpowiedziałam niechętnie.
- Dosyć już rozmów. Zaraz spóźnimy się do pracy z mamą! Meg zabieraj książki, torbę i do samochodu! - krzyknął ojciec.
- Mogę chociaż kanapki zjeść? Czy znowu mam iść głodna?
- Zjesz w szkole! Bierz je i do samochodu!
Wzięłam kanapki. Rodzice przejmują się tylko pracą. Nie wiedzą nic o moich problemach. Czuję się tak jakbym ich w ogóle nie miała. Oni mają prawo nazywać się moimi rodzicami? Tak. Bo dzięki nim żyję.
Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Ciekawi co dalej? C.D.N!
Rigby
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz