Dojechaliśmy pod gimnazjum. Pożegnałam się z rodzicami. Ciężko nazwać to pożegnaniem. Nawet mnie nie słuchali. Rozmawiali tylko o ich firmie. Wysiadłam z auta. Cały czas ze słuchawkami na uszach a w nich moja ulubiona muzyka, dzięki której jeszcze żyję - reggae. Rodzice odjechali. W głowie plątały się tylko myśli, czy może by jednak uciec? Jednak weszłam do szkoły. Siedziałam samotnie i cicho pod klasą dalej słuchając muzyki. Obserwowałam innych uczniów. W głębi duszy miałam nadzieję, że nie będzie Toma oraz przynajmniej części jego bandy. Niestety są. Już na ''dzień dobry'' zaczęło się od ich idiotycznych komentarzy na temat reggae czy rastafari.
- No proszę! Kogoż to diabli niosą? Megan przyszła! - krzyknął Tom.
- Ta,daj już spokój. Ok? - odparłam. Nie chciałam kłótni.
- Ojej, a co jeśli nie przestanę? Co? Naćpasz się i pomyślisz, że po problemie? - powiedział a jego chłoptasie zachichotali.
Wstałam. Mam dość już ciągłego poniżania. I mimo, że Jahwe nakazuje kochać, szanować, to mimo wszelkich starań, ich nie da się kochać. Cóż innego pozostało, jak nie powiedzieć im prosto w twarz, to co ma się na sercu?
- Słuchaj. Mam głęboko w dupie, to co o tym sądzisz. Nie musisz mnie lubić. Zrób tylko przysługę, i spierdalaj z tymi tekścikami. Jasne?
- Ha! A jak nie odejdzie to co ? - odezwał się Mike.
- Nic. Ja tu nie jestem od karania. Tym zajmie się On.
- Hahahah! - zaśmiali się wszyscy i poszli.
Dzwonek na lekcję. Potem przerwę, i tak ciągle. W między czasie, Tom jeszcze się odezwał z tekścikami z internetu, na temat jointów itd. Zignorowałam go. Każdego dnia, staram się zrozumieć coraz więcej. Jednak tego, nigdy nie zrozumiem. Dlaczego oni dokuczając mi, myślą, że są fajni? Wychodząc ze szkoły, Mike krzyknął w moją stronę:
- Starzy bogaci a ty co?! Szczotki do włosów w rękach nie miałaś? Szamponu pewnie też? Hahah!
Nawet dredy im przeszkadzają? Eh... ciekawe ile jeszcze takich będzie w moim życiu?
Trochę dłuższy :3
Rigby
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz