wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 4

Po powrocie do domu, bez zastanowienia wzięłam swoją ciężką skarbonkę i rozbiłam ją młotkiem. Po przeliczeniu było w niej prawie dwa tysiące złotych. Nazbierało to się ze świąt i z kieszonkowego. Nie mam wielkich potrzeb jeśli chodzi o wydatki. Zabrałam to wszystko i ruszyłam do centrum handlowego. Kupiłam wiele produktów spożywczych oraz dużo grubych ubrań. Przecież jest zima. Oni nie mogą marznąć całkowicie już na podwórku w dziurawych ciuchach. Ludzie patrzyli się na mnie jak na wariatkę, bo robiłam coś, co powinien robić każdy - pomagać. Do domu pojechałam taksówką, zapłaciłam resztą pieniędzy. Ledwo co się zabrałam z ciężkimi torbami do domu. Mimo późnej pory rodziców dalej nie było. Wszystkie ubrania popakowałam w porządne worki. Zabrałam się do gotowania obiadu dla bezdomnych. Nie wiem, ile ich jest, jednak są na pewno głodni. Posiłki zostawiłam w garnkach. Jutro z rana je odgrzeję i dam potrzebującym. Obok przyczepiłam karteczkę z wiadomością:
,,Drodzy rodzice, proszę was nie zjedzcie mi owych posiłków. Są dla bezdomnych. Nie. W nic się nie wpakowałam. Ja tylko chcę pomóc. ''
Meg
Zasnęłam. 
***
Po obudzeniu się, miałam lepszy nastrój niż zwykle. Wiedziałam, że dzisiaj nie będę w szkole. Będę robić coś ważniejszego. Będę pomagać. Odgrzałam obiad dla bezdomnych. Nałożyłam go do plastikowych naczyń. Wielokrotnie sprawdziłam czy w torbie mam wystarczającą ilość łyżek, widelców, noży. Zabrałam wszystko ze sobą w przyczepie, i poszłam. 
Bez problemu znalazłam bezdomnego na Gdańskiej. Wręczyłam mu jeszcze ciepły posiłek oraz parę ubrań. Kiedy się ubrał i zjadł, zaprowadził mnie do reszty. Ich również obdarowałam. Na całe szczęście, wszystkim starczyło. Z funduszy na nich zostało mi 100 złotych. Przekazałam je im. 
- Proszę. To dla was. Podzielcie się nimi. Musicie sobie wzajemnie pomagać. - odeszłam - Do zobaczenia!
Na ich twarzach widziałam uśmiech. Wyraźnie chcieli coś powiedzieć, ale nie wiedzieli co. Wróciłam ze spokojem do domu. Tam zastałam rodziców. Dzisiaj są wcześniej.
- Meg, musimy pogadać. - zaczęła matka.
- Tak?
- Dzwonili ze szkoły. Dzisiaj znowu ciebie nie było. Czemu? - mówiła ze spokojem.
- Pomagałam.
- Ta! Już ja widzę jak ty pomagałaś! Gdzie się włóczyłaś?! - pół krzyknął ojciec. 
- Tak. Pomagałam bezdomnym. Kupiłam im ubrania, nakar... 
- No przecież! - przerwał mi - Nie ma po co się uczyć! Zostawiłaś przecie karteczkę z informacją. Bo wolisz gotować obiadki śmierdzącym bezdomnym niż własnym rodzicom! - krzyczał.
Miałam dosyć. Uważają się za najlepszych. Nie widzą moich dobrych uczynków. Oni tylko wytykają błędy. Pobiegłam do pokoju, zamknęłam drzwi. Słuchawki założyłam na uszy. Głośność na maksa i odpręż się. Jutro będzie lepiej. Musi być lepiej.


,,I choć są takie dni, gdy same lecą łzy. I myślisz, że to wszystko to bezsens. Pamiętaj, że to dzięki nim tu jesteś i choć życie bywa trudne to jakże równie jest piękne!'' - Mesajah ,,Tylko raz dane''

                                                          Trochę długi :3        
                                                               Rigby

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz