-Co jest? - powiedziałam w jego stronę.
-Przepraszam was... - odparł do bezdomnych. - ... za mnie, za moich zmarłych już przyjaciół... szczególnie ciebie Jackson.
-Za co? - spytał się mężczyzna.
-To my skopaliśmy ciebie wtedy... - po jego oczach zaczęły spływać łzy.
Zdziwiłam się reakcją Jacksona. On go przytulił, niczym swojego syna. Wybaczył mu już dawno. Mike płakał na jego ramieniu.
-Chłopcze spokojnie. Jak widzisz, dzięki pomocy twojej koleżanki, poradziliśmy sobie. Dziękujmy Bogu za nią. - spojrzał na mnie - A ty się już nie przejmuj. - uśmiechnął się w jego stronę.
Po godzinie poszliśmy od, teraz już, naszych przyjaciół. Mike odprowadził mnie do domu. Na końcu podziękował mi, za to, że zapoznałam go z bezdomnymi. Dalej jest mu trochę wstyd za swoje czyny. Pożegnaliśmy się.
***
Minęło kilka dni.Wraz z Mike zaczęliśmy się przyjaźnić i codziennie odwiedzamy bezdomnych. Dzisiaj mamy ugotować dla nich obiad u mnie w domu. Po szkole poszliśmy na zakupy, potem do mnie. Okazało się, że niezły kucharz z Mike'a. Wiele mnie nauczył. Zapakowaliśmy jedzenie i ruszyliśmy na Gdańską. Przyjaciół odnaleźliśmy bez problemu. Nakarmiliśmy, pożartowaliśmy. Nie wiedzieć kiedy, zapadł wieczór i musieliśmy się rozstać. Mike jak zawsze odprowadził mnie pod dom, oraz pożegnał słowami Do jutra! z uśmiechem na twarzy. Cieszę się, że kolejna osoba jest dzięki mnie szczęśliwa. Moja mama nie ma już nic do moich dorosłych przyjaciół. Sama również z czasu ich odwiedzi, zaniesie obiad, czy nawet da trochę pieniędzy. Jestem z niej dumna. I pomyśleć, że ludzie potrafią zmienić się na lepsze?Tym razem weselszy ;)
Rigby
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz