Nie wychodziłam już później. W domu mama przygotowała pokój dla Grinie. Wyglądał ślicznie. Niebieskie ściany wspaniale pasowały do ciemnego drewna od łóżka. Pościel w kolorach kremowych również świetnie wyglądała. Kobiecie spodobał się jednak najbardziej ciemny regał naprzeciwko łóżka. Na niskiej szafce stał telewizor, aby Grinie się nie nudziła, kiedy nie będzie nas w domu. Mamy do niej zaufanie. Wiemy, że nas nie okłamuje, że jest chora, że nas nie okradnie.
Następnego dnia przyszli wszyscy przyjaciele, prócz Mike'a, w odwiedziny. Grinie opowiadała o wszystkim, nie wiadomo jak mocno nas zachwalała. Nie robiłyśmy przecież nic takiego! Kupiłyśmy jej leki, pilnujemy by je brała. Gotujemy dla niej obiady i robimy śniadania czy kolacje. Zajmujemy się nią, jakby była członkiem naszej rodziny. To nic dziwnego. Jednak ona, tak dawno już nie doznała takiego ciepła... Moja mama ma dzisiaj szukać pracy i mieszkania do wynajęcia dla Grinie.
Po wizycie, odprowadziłam przyjaciół. Zeszło się dłużej niż zwykle. Jackson'a, Michael'a oraz Torie do domów. Na Gdańskiej zostałam jeszcze chwilę z Jordan'em, Kolie, Holly. Gadaliśmy o Mike. Nie zachowywał się tak wcześniej. Może, już mu się polepszyło, znalazł sobie lepszych przyjaciół, a nas zostawił? Nie chcieliśmy tego. Wszyscy się na nim zawiedliśmy.
-Kochani... może to nie tak? Może nam to jeszcze wytłumaczy? - mówiłam. Sama jednak słabo w to wierzyłam.
-Kto to? - spytał się Jordan i wskazał palcem na kogoś. To był Mike!
-A nie mówiłam? Przyszedł!
Po moich słowach podszedł do nas uśmiechnięty. Wyglądał, jakby nie poczuwał się do winy.
-Witajcie! - krzyknął.
Nikt nie palił się do odpowiedzi.
-Cześć. - odezwałam się bez entuzjazmu.
-Co się stało?
-Może ty nam powiesz? - zaczęła Kolie.
-Jak to? Nie rozumiem? Meg? - szukał u mnie ratunku. Jednak ja stałam po stronie bezdomnych.
-Dlaczego nas wystawiłeś? - powiedziałam szorstko. - Doskonale wiedziałeś, że Grinie jest chora. Mieliśmy załatwić wspólnie jej opiekę oraz poszukać domu dla reszty. Po za tym widziałam ciebie wczoraj, przed galerią. Pisałeś, że jesteś u cioci. Wyjaśnij.
-To nie tak jak myślisz!
-To jak? - zdenerwowałam się ale nie krzyczałam. - Ufaliśmy ci a ty nas opuściłeś w potrzebie! Na dodatek kłamałeś! Nie gniewalibyśmy się gdyby ten SMS był prawdą! Dlaczego to zrobiłeś? Nie zależy ci na nas? Nie chcesz już im pomagać? - z tymi słowami pokazałam na bezdomnych - Znalazłeś nowych przyjaciół? Powiedz a nie nas okłamujesz! Zawiodłam się na tobie. Nie tylko ja. Wszyscy.
Nie chciałam już go słuchać. Poszłam do domu ze łzami w oczach. Wyrzuciłam wszystko z siebie. On doskonale wie, że nie toleruję kłamstwa i takiego zachowania.
Kiedy już dotarłam na miejsce, Grinie wraz z mamą siedziały w kuchni. Nie wiedziały co się stało. Szybko jednak chora kobieta się domyśliła. Wytłumaczyła to mojej matce. Chciały ze mną pogadać, ale zamknęłam się w pokoju sama ze swoimi myślami. On się nie zmienił! Dalej będzie tym samym łobuzem! Dalej będzie kłamał! Dalej będzie ranił innych!
Rigby
Stare zwyczaje ciągle ukrywają się w najdalszym zakamarku, ale są. Nawet po największych zmianach..
OdpowiedzUsuń