niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 7

Wróciłam do domu późno. Rodzice już skończyli pracę. W domu panowała inna atmosfera niż zwykle.
-O, jesteś już?- powiedziała matka. Pierwszy raz zauważyła mnie od razu. Z jej głosu wyczuwałam niepokój, strach.  
-Jestem. Coś się stało? - spytałam. Po jej policzkach, zaczęły spływać łzy. Niczego nie rozumiałam. 
-Córciu... - tylko tyle zdołała powiedzieć. Sama nie wiedziałam jak zareagować. Gdzie jest ojciec? Co się stało?  
-Mamo. Powiedz, co się dzieje? Gdzie jest tata? Mamo! - przestraszyłam się.
 Przytuliła mnie. Pierwszy raz od kilkunastu lat. Musiało się coś stać! Płakała mi na ramieniu.
-Zostałyśmy same... -  ledwo to z siebie wyrzuciła.
Jak to same? Nie rozumiem. Przecież...
-A tata? Gdzie jest? 
-On... - próbowała powstrzymać łzy - już nie wróci. Ktoś go zaatakował... zmarł w szpitalu. Dzwoniłam do ciebie. Czemu nie odbierałaś? 
-Byłam zajęta. - powiedziałam. Nie mam zamiaru się tłumaczyć.
-Zawsze byłaś na nas zła. Rozumiem. Ignorowaliśmy cię. Przepraszam... A! Zapomniałabym. Nie odchodź. Twój tata, zostawił dla ciebie list. Napisał go w szpitalu, zanim umarł. - wręczyła mi kartkę.
,,Droga Megan. To już mój koniec. Odchodzę. Zobaczymy się tam, w niebie, jeżeli mnie do niego wpuszczą. Bo dla ciebie, na pewno jest tam miejsce. Pomagałaś innym. Wiele razy byłem z tego powodu dumny. Chociaż nie okazywałem tego. Miałaś problemy w szkole, a my to ignorowaliśmy. Zamiast ciebie wysłuchać, wolałem krzyczeć. Przejmowałem się z matką tylko pracą. Próbowaliśmy dając ci pieniądze, zaspokoić twoje potrzeby. Jednak pieniędzmi nie da się dać miłości. Przepraszam. Dla mnie jest już za późno. Proszę cię tylko, wybacz matce. I w tych trudnych chwilach bądźcie razem. 
Przepraszam cię Meg. 
Kocham
Tata.''
Pobiegłam do pokoju. Płakałam całą noc. Dlaczego? Każdy odchodzi. Zostaję sama. Nie. Mam przecież matkę. Ale.. czy się zmieni? Czy będzie dobrze? Boże, czemu wszystkich zabierasz? Dlaczego wybranych tylko pozostawiasz? Kto mi odpowie na te pytania? Matka zaniedbywała mnie nie mniej niż ojciec, a została. Nic się nie dzieje z przypadku. Ale... dlaczego? Płakałam dalej. Jeszcze przez kilka godzin.

                                Rigby

3 komentarze: